… Tak, Twojej Kolekcji.
W pewnym momencie mówisz sobie: „Dobra. Wieszam na ścianie coś, co jest moje, a nie tylko ładne.”
I wtedy zaczynają się pytania:
A jeśli przepłacę?
A jeśli wybiorę nie tego autora?
A jeśli znajomi powiedzą: „co to za dziwne coś”?
Znam te wątpliwości. Słyszałem je wiele razy, od ludzi, którzy kupili u mnie pierwszy raz, i od tych, którzy myśleli o stworzeniu swojej kolekcji.
Czy to się „opłaca”?
Nie jestem domem aukcyjnym. Nie będę udawał, że znam przyszłą cenę swoich prac. Mogę jednak powiedzieć dwie rzeczy uczciwie:
Moje obrazy powstają w edycjach limitowanych, zwykle 10 egzemplarzy. Każdy jest sygnowany, numerowany i drukowany w standardzie DigiGraphie.
Ludzie, którzy naprawdę znają się na sztuce – fotografowie, artyści, kuratorzy, którzy zetknęli się z moją sztuką mówią, że to, co robię, ma sens i wagę.
Czy to gwarantuje wzrost wartości?
Nie.
Czy zwiększa szansę, że nie kupujesz „rzeczy na chwilę”?
Moim zdaniem tak.
„Nie znam Pana, wolę nazwisko, które już coś znaczy”
To naturalne. Znane nazwiska są bezpieczne, rozpoznawalne, „sprawdzone”. Tyle że często nieosiągalne cenowo.
Tymczasem większość ciekawych kolekcji zaczyna się od kogoś, kto w momencie zakupu nie był jeszcze znany. Ktoś kiedyś zaryzykował i zaufał własnym oczom, nie cudzym opiniom.
Nie namawiam Cię, żebyś kupował w ciemno. Proszę tylko o jedno: zanim wpiszesz w Google „czy ten artysta jest znany”, zapytaj siebie, czy ten obraz naprawdę coś w Tobie porusza.
„A co powiedzą inni?”
To jest pytanie, które rzadko pada na głos, ale wisi w powietrzu. „Co pomyśli rodzina? Co powiedzą znajomi? Czy to pasuje?”
W porządku. Wnętrze ma być Twoje, ale nie żyjesz w próżni.
Moja propozycja jest taka: Najpierw Ty, potem reszta.
Jeśli masz w domu obraz, który naprawdę lubisz, to prędzej czy później inni to zauważą. I co ciekawe, często właśnie te prace, których najbardziej się obawiałeś, stają się najczęstszym pretekstem do rozmowy.
Co ode mnie dostajesz oprócz obrazu
Poza samym wydrukiem (w standardzie DigiGraphie, na archiwalnych papierach) dostajesz jeszcze kilka rzeczy:
konkretną liczbę egzemplarzy – nie „drukowalne w nieskończoność”,
podpis i numer edycji,
możliwość rozmowy ze mną o wyborze pracy, formatu, budżetu,
uczciwą informację – jeśli uważam, że dany obraz nie „daje rady” w Twojej przestrzeni, powiem to wprost.
Nie interesuje mnie wciskanie czegokolwiek. Interesuje mnie to, żebyś po roku, dwóch, pięciu nadal chciał na ten obraz patrzeć.
Jak zmniejszyć próg wejścia
Jeśli zastanawiasz się nad pierwszym zakupem, proponuję prosty krok:
Wejdź w zakładkę: fine art prints na mojej stronie. Zatrzymaj się przy obrazach, które naprawdę „zostają pod powiekami”.
Napisz do mnie: który obraz, jakie wymiary, jaki budżet mniej więcej.
To nie jest deklaracja zakupu. To początek rozmowy.
Mogę zaproponować kilka prac, które dobrze sprawdziły się jako „pierwsze” – takie, przy których ludzie po czasie wracają i mówią: „To był dobry start. Teraz chcę kolejny.”
Na koniec
Sztuka jest tylko dla wybranych? Nie jest.
Wymaga tylko jednego: żebyś dał sobie prawo powiedzieć: „Tak, to jest moje. Lubię to, nawet jeśli nie umiem tego wytłumaczyć.”
Jeśli czujesz, że któryś z moich obrazów właśnie tak na Ciebie działa – napisz. Zobaczymy, co da się z tym zrobić, spokojnie, normalnie, bez wielkich słów.










