Tydzień temu byłem na Artshow w Warszawie.
Pojechałem z dużą ciekawością i jeszcze większą nadzieją, że będzie to spotkanie z ludźmi, którzy naprawdę chcą patrzeć na sztukę.
I nie zawiodłem się.
Rozmowy na Artshow.
Byli ludzie. Były rozmowy – te krótkie, te zaskakujące i te, które zostają w głowie na długo. Było zainteresowanie moimi pracami, które świetnie wyglądały w ekspozycji. I była sprzedaż – dwa zamówione obrazy, te których akurat nie miałem przy sobie :).
Nowe perspektywy po udziale w Artshow.
Są też nowe perspektywy: prawdopodobnie dwa moje obrazy zawisną niedługo w jednej z warszawskich restauracji. A to oznacza jedno – sztuka zacznie żyć własnym życiem w kolejnej przestrzeni.
Artshow był miejscem o dużym przepływie energii. Nie takiej festiwalowej, hałaśliwej. Raczej tej spokojnej, uważnej – kiedy widz patrzy, a nie skroluje.
Obecność na Artshow.
Czy było warto? Zdecydowanie tak! Bo jeśli spotkanie ze sztuką ma sens, to właśnie w takich miejscach, w których człowiek nagle odkrywa, że obraz może zatrzymać go na dłużej, niż planował.
I to dla mnie jest najważniejsze.
Reszta przyjdzie w swoim czasie.









