Siła wystawy
Odczułem to na własnej skórze, kiedy moje prace zawisły na wystawie „Mistrz i Morze” obok nazwisk, które w Polsce zna prawie każdy. Nagle wydarzyła się ciekawa rzecz. Ten sam obraz, który w internecie potrafi przelecieć jak kolejny ładny kadr, w galerii, na wystawie przestaje być tylko „ładny”. Zaczyna być „po coś”. Nie dlatego, że ktoś go dopisał do jakiejś wielkiej teorii. Tylko dlatego, że widz dostaje sygnał: tu są prace uznanych twórców więc to, co obok, też zasługuje na uwagę.
Dobre sąsiedztwo.
To jest efekt sąsiedztwa. Bardzo ludzki mechanizm. W sklepie z winem działa podobnie: łatwiej wybrać odpowiedni trunek, gdy ktoś już zrobił selekcję. W sztuce jest tak samo, tylko nikt nie chce się do tego przyznać, bo brzmi to mało romantycznie. A jednak większość ludzi nie boi się obrazu. Boi się własnej niepewności. Czy ja się znam? Czy to wypada? Czy to „poważne”?
Kontekst jak poręcz.
Kontekst nie każe ci nic kupować. Po prostu daje poczucie, że nie wchodzisz w ciemno, masz oparcie. I tu rola galerii i kuratora jest kluczowa. Dobry wybór i dobre „ustawienie” prac potrafi zrobić więcej niż tysiąc słów w opisie. Kurator nie sprzedaje sztuki jak telewizora. Kurator mówi: „to jest warte twojej uwagi”. I robi to światłem, kolorem ściany, sąsiedztwem.
Dobry kontekst nie poprawia obrazu. On tylko sprawia, że wreszcie ktoś przestaje przechodzić obok niego obojętnie.










